Raporty i analizy

Niepomyślny sukces Kórnika – i co dalej?

Wydawałoby się, że nie ma problemu. Skarb wielkopolskiej turystyki – miasteczko nad jeziorem, wspaniały Zamek, Arboretum, Kolegiata (tworzące Pomnik Historii), dwa naukowe instytuty PAN o ogólnopolskim znaczeniu. Wiosną i latem – weekendowa mekka Poznaniaków. Tłumy wylewają się z parku, promenadowych nadbrzeży i restauracji. Auta nie mieszczą się na parkingach. A jednak pod pewnym, i to niebanalnym względem, że tak powiem: przysłowiowa kicha. 

 

Nowe oblicze Kórnika

Kórnik słynie w Polsce z Biblioteki, Zamku, Arboretum, a nadto – szczególnie w tym roku – ze Sługi Bożej Jadwigi Zamoyskiej i noblistki Wisławy Szymborskiej (ta pierwsza żyła tu i zmarła, ta druga miała szczęście tutaj się urodzić). Ostatnio jednak w mieście pojawiła się nowa atrakcja: promenada z potężnym, betonowym molo, z rozsianymi wkoło restauracjami, kafejkami oraz przerzuconym na drugi brzeg jeziora mostem-kładką, przypominającym Manhattan Bridge. Założenie budowy tychże elementów architektury, planowane od wielu lat, zrealizowano z rozmachem i rozrzutnością (w końcu Kórnik to jedna z najbogatszych gmin kraju). 

Za finalny efekt, którym wielu się zachwyca, miasto otrzymało prestiżowe nagrody. Przyznanie ich świadczy o drastycznym rozmijaniu się opinii środowiska historyków sztuki i urbanistów oraz samorządowców. Nie tylko moim zdaniem promenada i molo, którym towarzyszą kolorowe fontanny pośrodku jeziora, trwale zniekształciły krajobraz historyczny i panoramę rezydencjonalnego miasteczka ściśle zintegrowanego z jeziorem. A jednak samozadowolenie włodarzy i znacznej części obywateli wydaje się wprost proporcjonalne do objętości wylanego betonu i skali lokalnych kompleksów. Małe, polodowcowe jezioro okolone ogrodami i lasem uczyniono lokalnym bajorkiem. Za to Kórnik zyskał nareszcie, jak powiedział któryś z radnych (cytuję z pamięci): dzieło „na miarę piramid”. 

 

W czym problem?

Po co to jednak piszę? Przecież nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Nie zamierzam płakać, tylko wskazać, czego i dlaczego w kórnickim „sukcesie” zabrakło i co jeszcze można z tym „pasztetem” zrobić.

Nie jest przypadkiem, że zacytowane powyżej pojęcie „kórnickich piramid” nie odnosiło się do Zamku i Arboretum (którym przecież najbardziej się należało, bo to właśnie im miasteczko zawdzięcza sławę). Struktura zabytkowego zespołu architektonicznego, zniekształcona najpierw przez zaborcę (przebicie drogi przez dziedziniec zamkowy), a potem w okresie Komuny, w zasadzie wciąż wygląda tak samo. Można powiedzieć, że jest pewna dysfunkcja między miastem a Zamkiem. Już samo przejście z rynku (Plac Niepodległości) na zamkowy dziedziniec straszy wąskim chodnikiem i towarzyszącą mu niewielką „ruderą”, stojącą na osi głównej arterii miasta. Obok „rudery” – brama prowadząca jakby donikąd. Mało kto wie jednak, że rzekoma „rudera”, to w istocie dawna zamkowa karczma, najstarszy budynek w miasteczku, z pięknymi wnętrzami i polskim dachem, tylko że, w przeciwieństwie do nowej promenady, pozostaje w stanie zdegradowanym i zeszpeconym, oczekując kapitalnego remontu. Idźmy dalej. Dziedziniec zamkowy, niegdyś niezwykle reprezentacyjny, to nadal – jak za Komuny – plac, który przecinają na ukos szybko pędzące samochody, z nieudacznie wpasowanym parkingiem. Jedyne publiczne wejście do Arboretum to kolejne wąskie gardło. A dwieście metrów za Zamkiem szosa mija drugi parking, który wygląda jak asfaltowa łysina na zapleczu PGRu. 

Ale może szukam dziury w całym? Przecież te mankamenty to dla wielu kwestia marginalna w zestawieniu ze świeżo wyremontowaną fasadą Zamku i kilkukilometrową promenadą, która kosztowała ileś grubych milionów. Dlaczego skupiać się na mankamentach?

Otóż dlatego, że są to mankamenty najważniejszej atrakcji Kórnika, mankamenty ścisłego centrum miasteczka. Od nich powinna zacząć się rewitalizacja, a dopiero potem objąć resztę miejscowości, w tym na samym końcu – jej obrzeża. Stało się dokładnie odwrotnie. 

Przyczyny tego stanu rzeczy są zasadniczo dwie – obie przez ogół nieuświadamiane.

 

Przyczyna pierwsza: brak jednego gospodarza 

Dawna majętność kórnicka, dziedzictwo Działyńskich i Zamoyskich, nie zależy już od jednego gospodarza, który postrzegał miasto, rezydencję, jezioro i las jako jeden organizm. Po wojnie Zamek i Arboretum, oderwane od majętności ziemskiej, przekazano Polskiej Akademii Nauk, ta zaś podzieliła je między trzy odrębne instytucje badawcze (dziś przekształcone w dwie). 

Trzeba wiedzieć, że każda z tych instytucji rządzi się osobno i osobno rozlicza z warszawską centralą. Nic dziwnego, że wokół jednego zespołu Zamku i Parku stawiano trzy rodzaje płotów. Sam zamkowy dziedziniec również podzielony został między poszczególne podmioty. Jakże zagospodarować go jednolicie? Najpierw trzeba by mieć wspólny projekt, a potem konsekwentnie współdziałać. Tymczasem sporządzenie takiego projektu wykraczało i nadal wykracza poza statutowe kompetencje każdej z instytucji, a każdy większy wydatek podlega zatwierdzeniu „Warszawy”. Z jej punktu widzenia poszczególne instytuty leżą na różnych planetach i nie mają ze sobą związku. Kolejny problem polega na tym, że Polska Akademia Nauk może wydawać swoje pieniądze jedynie na badania naukowe i budynki bezpośrednio z nimi związane. Na resztę trzeba szukać funduszy zewnętrznych. 

Z urzędniczego punktu widzenia dla „centrali w Warszawie” nie jest specjalnie ważny kontekst przestrzenny, historyczny i społeczny dawnej majętności kórnickiej, lecz jej przydatność dla celów naukowych. 

Tak więc, aby zaplanować rewitalizację miasta wychodząc od jego historycznego centrum, należałoby osiągnąć wolę współdziałania powyższych podmiotów, które są władne o nim decydować. Następnie należałoby doprowadzić do wygenerowania projektu, który każda ze stron zaakceptuje i wreszcie: znaleźć na to wszystko pieniądze. Dla instytucji naukowych, które mają dosyć własnej biedy, tego rodzaju przedsięwzięcie okazuje się trudno osiągalne. Musiałyby mieć silne wsparcie zewnętrzne, spoza PAN, zarówno administracyjne, jak i finansowe. Kto mógłby je zapewnić?

Teoretycznie taką integracyjną rolę mogłyby pełnić władze Miasta i Gminy Kórnik, które są dysponentem terenu otaczającego Pomnik Historii i drogi publicznej, przechodzącej przez zamkowy dziedziniec. Mają też władzę planistyczną. Poza tym są – co istotne – jednym z najważniejszych dobrodziejów Pomnika Historii, łożą bowiem corocznie pokaźne sumy na remonty zabytkowego zespołu. Są to jednak sumy znikome w porównaniu z kwotami włożonymi w budowę promenady i mostu przez jezioro. 

I tu właśnie wchodzi w grę druga przyczyna obecnego stanu zabytkowego centrum  miasteczka…

 

Przyczyna druga: inne postrzeganie procesu rewitalizacji

Polskie samorządy bardzo specyficznie rozumieją hasło „rewitalizacja”. Przede wszystkim rozpatrują je jako element swojego wizerunku, fasadę dowolnego działania w dziedzinie urbanistycznej. W ich ujęciu „rewitalizacja” oznaczać może każdą inwestycję, zaplanowaną przez włodarzy gminy. Niestety, zamiast wychodzić od namysłu nad wartością dziedzictwa, samorząd (niemal każdy) wychodzi zwykle od gotowego już pomysłu, któremu dziedzictwo musi zostać podporządkowane. Natrafiając zaś na problem, traktuje go najczęściej jak węzeł gordyjski, którego nie należy rozwiązywać, tylko przeciąć. Bardzo często przy pomocy lania betonu i wyburzeń. 

 

Symbol niewładności

Probierzem tego zjawiska mogą być losy wspomnianej rzekomej „rudery”, czyli w istocie dawnej karczmy zamkowej przy rynku (Plac Niepodległości 55), która stoi na osi głównej ulicy miasteczka, należy zaś do zespołu Pomnika Historii jako własność Biblioteki Kórnickiej PAN. Budynek zamyka południową pierzeję od zachodu, zarazem jest rodzajem rogatki przy wjeździe na zamkowy dziedziniec, łącząc się z prowadzącą dziś donikąd, a piękną skądinąd, bramą. 

Dekadę temu włodarze miasta wymyślili, żeby obiekt ten zburzyć, a na jego miejscu przeprowadzić nową, efektowną arterię, usprawniającą ruch w mieście, która przecięłaby skraj Pomnika Historii. Mieli poparcie znacznej części mieszkańców, pośród których panuje niezrozumiały mit, głoszący, że wyburzenie kamieniczki otworzyłoby widok z rynku na Zamek. Wystarczy spojrzeć na plan miasta, aby stwierdzić, że to nieprawda, ale, jak wiele innych nieprawd, mit ten wciąż żyje i ma się dobrze. Mało kto rozumie, że rozerwanie ciągłości pierzei uderza w harmonię urbanistyczną rynku.

Władze miasta, mimo braku zgody Powiatowego Konserwatora Zabytków i, co więcej, bez wiedzy właściciela, czyli Biblioteki Kórnickiej PAN (!), wystąpiły do Starostwa Powiatowego z wnioskiem, aby w trybie „specustawy drogowej” można było zburzyć „ruderę”. Decyzja Starosty byłaby nieodwołalna, acz precedensowa – chodziło wszak o budynek przynależący do Pomnika Historii, czyli obszaru o najwyższym możliwym statusie ochrony konserwatorskiej w RP. 

Papier leżał już prawie na biurku starosty, a buldożery szykowały się do sprawnego zniwelowania terenu, kiedy rzecz się wydała i wybuchł skandal. Wtedy to właśnie okazało się, iż rzekoma „rudera” to najstarszy budynek w mieście, dawna karczma zamkowa. wyposażona w XVIII-wieczne kominki, niegdyś z podcieniami i dużym, łamanym dachem (częściowo zresztą zachowanym). Gdyby ją w pełni odremontować, jej odtworzone podcienia witałyby wjeżdżających do miasteczka jako turystyczna perełka. Jej brama stałaby się zaś tak brakującym dziś, reprezentacyjnym wejściem do Arboretum i na teren Zamku – wiodącym wprost z rynku. Rozwiązałoby to również szereg innych komunikacyjnych problemów Pomnika Historii.

Właściciel – Biblioteka Kórnicka PAN – ma taki właśnie plan i gromadzi nań środki. Sprawa się jednak wlecze, bo pierwszeństwo mają remonty Zamku, a dodatkowe fundusze trudno zdobyć. Oczywiście, remont mógłby zostać dokonany ze środków samorządu – dofinansowanie kapitalnego remontu karczmy to przecież pryszcz w porównaniu z budową mostu za 24 miliony. Ale każdy samorząd ma swoje priorytety. Łożenie na budynek, który wedle władz miasta należałoby raczej zburzyć, pozostaje najwyraźniej poza honorem włodarzy. Karczma pozostaje zatem wciąż „ruderą” i szpeci, a miejscowi pomstują na nią jako na szkodliwą zawadę. 

 

Kto będzie katalizatorem podejmowania decyzji?

Historia zamkowej karczmy obrazuje, jak cząstkowe, a zatem ułomne pozostaje myślenie o urbanistycznym kształcie miasteczka. Zamiast wypracować generalną koncepcję, władze postępują od problemu do problemu, traktując każdy z ich odrębnie. Czy jednak można mieć pretensję o to, że Urząd Miasta nie chciał reprezentować interesów Polskiej Akademii Nauk i wchodzić w jej kompetencje? To nie jest rola samorządu. Co gorsza, tego po prostu nikt nie jest w stanie uczynić. W związku z tym nie istnieje żaden urząd, ani jakakolwiek instytucja, czy osoba, która byłaby władna zaproponować jednolity plan rewitalizacji całego, historycznego centrum Kórnika. 

W takiej sytuacji należy wypracować rozwiązanie oryginalne – inaczej bowiem nie da się niczego dokonać. Jako członek Rady Kuratorów Fundacji Zakłady Kórnickie proponowałem, aby to właśnie ona, statutowo zobowiązana do dbałości o dziedzictwo Działyńskich i Zamoyskich, odegrała rolę łącznika pomiędzy pozostałymi podmiotami. Niestety ta idea, wstępnie przyjęta, utknęła na etapie preliminaryjnym i o ile wiem, stoi nadal w miejscu. A teraz nie jestem już członkiem Rady,

 

Potrzebna zmiana prawa

Poza wszystkim, przykład Kórnika dowodzi konieczności zmian w polskim prawie o ochronie zabytków i o planowaniu przestrzennym. Obowiązujące dziś przepisy nie biorą pod uwagę powojennych przekształceń, które doprowadziły do zawikłanych podziałów własnościowych, uderzających w dobro dziedzictwa narodowego i paraliżujących decyzje urbanistyczne. Ośmielają za to różne podmioty do działań iście kuriozalnych, przy zaniechaniu tych, które na pierwszy rzut oka wydają się oczywiste. 

 

Autor: prof. UAM dr hab. Jacek Kowalski

 

Bibliografia 

  1. Jacek Kowalski, Niedopuszczalne jest publikowanie nieprawdy, „Kórniczanin”, 2/2015, s. 10-11, https://file.kornik.pl/korniczanin/2015/2-2015.pdf.
  2. Leksykon krajoznawczy gminy Kórnik, red. Ilona Potocka, Kórnik 2015.
  3. Urbanistyczne problemy zabytkowego miasta. Konferencja i dyskusja na Zamku 22.02.2015, red. Jacek Kowalski, Kórnik 2015.
  4. Róża Kąsinowska, Ratusz – waga miejska – giełda pańska w Kórniku, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej”, 34 (2017), s. 215-234.
  5. Róża Kąsinowska, Zamek w Kórniku, wyd. II poszerzone, Kórnik 2019.